×

@nietypowy.berlin

PORADNIK BERLIŃSKIEJ MAMY, CZYLI O MACIERZYŃSTWIE W BERLINIE

PORADNIK BERLIŃSKIEJ MAMY, CZYLI O MACIERZYŃSTWIE W BERLINIE

Uprzedzam pytania i komentarze: krajobraz to nie Berlin, a Hiszpania 
Długie imprezy, spontaniczne szwędanie się po mieście, bezstresowe kolacje i drinki we dwójkę lub ze znajomymi, dysponowanie dużą ilością wolnego czasu dla siebie i korzystanie z uroków miasta — to rzeczy, którymi cieszyłam się przed zostaniem mamą i o których mogę dziś tylko pomarzyć. Aktualnie moja rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Jak odnalazłam się jako mama w Berlinie?

Przydatne linki znajdziecie na końcu tego posta

Pozwalam sobie napisać dość osobistego posta, bo blog to w gruncie rzeczy pewnego rodzaju miejsce do gromadzenia prywatnych zapisków, a takich treści jest u mnie niewiele. W 2019r. po raz pierwszy zostałam mamą. Z imprezowej dziewczyny stałam się odpowiedzialnym (przynajmniej mam taką nadzieję) rodzicem. Wiele się zatem u mnie zmieniło i na pewno będzie miało to odzwierciedlenie na blogu. Spokojnie, nie zamierzam od teraz dzielić się z Wami mamuśkowymi poradami. Ten post prawdopodobnie będzie jednym z ostatnich w temacie macierzyństwa. Być może zahaczę jednak kiedyś o kwestię rodziny w Berlinie i aktywności dla maluchów. Blog rozwija się razem ze mną!


Prawdą jest to, co zawsze się słyszy, że dziecko wszystko zmienia. Uczuć, jakie rodzą się wraz z przyjściem na świat nowej istoty, nie da się opisać słowami. Każdy rodzic przyzna mi rację. Każdego dnia uczę się balansować pomiędzy tym, co dobre i ważne dla mojego dziecka, a tym, co konieczne dla mnie (wbrew pozorom nie jest to takie łatwe!). Pomijając warstwę wrażeniową, bo nie o tym jest ten post, uważam, że dość dużym wyzwaniem jest rodzicielstwo na emigracji, jeśli wokół nie ma się wsparcia bliskiej rodziny, żyje się w dużym mieście, a do tego jest się aktywnym i próbuje się zachować resztki dawnego życia, tego sprzed dziecka. Doba ma tylko 24 godziny, ale nie jestem pierwszą ani ostatnią osobą, która musiała przez to przejść — to całkiem pocieszający argument.


Przyznaję, mam mniej czasu dla siebie, za to nauczyłam się efektywniej go wykorzystywać. A  to, co kiedyś sprawiało mi radość, wciąż się dzieję, ale rzadziej. Doszły też nowe, piękne bodźce związane z dzieckiem. Wszystko jest kwestią organizacji i czasu (nie od razu musi się wszystko układać)! Nie utraciłam imprezowo-socjalnej cząstki życia. Ona po prostu się nieco zredukowała lub też punkty ciężkości nieco przesunęły się. Od początku było dla mnie jasne, że nie chcę zrezygnować ze spotkań ze znajomymi i nie zamierzam zamknąć się z dzieckiem w domu. Niemal każdego dnia od narodzin mojej córki, wychodziłam na spacery i umawiałam się przy okazji ze znajomymi na kawę/lunch/wspólny spacer, jeśli akurat ktoś był wolny. Stopniowo wróciłam też do aktywności fizycznej, co oznacza, że 2-3 razy w tygodniu planuję tylko dla siebie, na sport. Mam to szczęście, że w Berlinie mieszka moja siostra, więc już nawet udało mi się wyjść parę razy na kolację z mężem, byłam na koncercie, zaliczyłam parę wieczornych spotkań ze znajomymi — takie małe odskocznie od codzienności zawsze cieszą. Każdy przyjazd dziadków naszej córki solidnie planujemy i maksymalnie wykorzystujemy. Byłam już nawet parę razy w klubie (wersja: kilka godzin tańczenia z wodą mineralną zamiast drinków)! Nie zerwałam z dnia na dzień relacji ze znajomymi, choć na pewno więcej czasu zdarza mi sie spędzać z tymi, którzy sami mają potomstwo. Na szczęscie ci berlińscy znajomi tak jak ja lubią się dobrze bawić, więc możemy wciąż to robić, tylko nieco inaczej, np. chodząc na koncerty dla dzieci, place zabaw czy wspólne pływanie. Otaczanie się odpowiednimi ludźmi niesie za sobą sporo korzyści! W tym roku udało nam się już razem wyjechać nad jezioro do Polski — wyjazd okazał się bardzo udany i dla rodziców i dla dzieci. Dzięki temu, że sama mam teraz dziecko poznałam lepiej sąsiadów-rodziców i ich dzieci.


Jaki jest Berlin dla młodych mam? Dużo zależy od Kiezu, w jakim się mieszka. Z jednej strony, uważam, że Berlin oferuje dość dobrą infrastrukturę dla dzieci i mam (dużo zieleni, placów zabaw, basenów itd.), ale też o wiele rzeczy trzeba naprawdę poważnie się zatroszczyć (o tym w punkcie niżej). Na ulicach raczej nie doświadcza się ostracyzmu, jeśli przyjdzie nam nakarmić dziecko publicznie. Jest cała masa miejsc, z których kobiety mogą korzystać na macierzyńskim: grupy wsparcia, kawiarnie, zajęcia sportowe, a nawet kina z familijnymi seansami (także dla matek karmiących). Chodzę na darmowe zajęcia muzyczne z moją córka, basen, planuję także Krabbelgruppe (grupa dla dzieci raczkujących) — zależy mi na tym, żeby miała jak najwięcej kontaktu z innymi dziećmi. Odkryłam, że poruszanie się z wózkiem nie jest super wygodne, bo zawsze trzeba mieć na uwadze, że nie na każdej stacji U czy S jest winda i nie zawsze znajdzie się ktoś życzliwy, żeby pomóc wnieść/znieść wózek. Ale i tak od początku chciałam nosić córkę w chuście, teraz już w nosidełku. Z wózka korzystam od czasu do czasu. Warsztaty wiązania chust i babywearing prowadzi w Berlinie Polka Agata Dąbek (Bliżej siebie).

Co jest trudne dla młodego rodzica w Berlinie? Pomijając całą masę biurokracji, której trzeba dopilnować, najtrudniejsze logistycznie jest znalezienie miejsca w przedszkolu — napisałam o tym na @nietypowy.berlin. Do tego niemal wszystko w temacie dziecka jest towarem deficytowym: miejsce w szpitalu, położna, lekarz dziecięcy, wspomniane miejsce w przedszkolu, a później także w szkole. Berliński system wychowawczy jest niewydolny, a aktualny kryzys odbija się zarówno na rodzicach, jak i na dzieciach. Plusem na pewno jest darmowy dostęp do przedszkoli, czym inne niemieckie landy niestety nie mogą się pochwalić.
Jak wykorzystuję swój Elternzeit? Przede wszystkim zależy mi na stworzeniu solidnych podstaw dla nas, jako rodziny. Wykorzystujemy wolny czas po prostu na bycie razem, podróże, odwiedziny u dziadków i znajomych. Korzystaliśmy z uroków Berlina, a aktualnie jesteśmy w drodze (posta piszę prosto z Andaluzji!). Do Berlina wrócimy na dobre dopiero w nowym roku! 
Pozdrawiam, jeśli dotrwałaś/-eś do końca tego posta!

Przydatne stony dla młodych rodziców w Berlinie:

  • Kindaling.de — informator o rodzinnych aktywnościach w mieście;
  • Berlinmitkind.de — mini-przewodnik po Berlinie w wersji z niemowlakiem/dzieckiem, opracowany przez redakcję magazynu Himbeer; w wersji online oraz w formie właściwego przewodnika → na stronie znajduje się wyszukiwarka kursów np. joga dla mam z dzieckiem;
  • Babykonzert.de — koncerty dla dzieci 0-2 lata;
  • różnego rodzaju Familienzentren (najlepiej szukać w swojej dzielnicy, dużo kursów jest za darmo z Familiengutschein od Jugendamtu) — ośrodki wspierania rodzin i wsparcia dla młodych rodziców, organizują kursy dla matek i dla dzieci; na Neukölln polecam FABIZ, Kindervilla KiviKinderwelt am Feld i inne — dużo przydatnych informacji znajdziecie na stronie neukoelln-jugend.de;
  • kursy pływania dla niemowlaków i dzieci — dość popularne są zajęcia w szkole Kleine Seelöwen.

Czy wśród moich czytelników są jacyś rodzice? Chętnie poznam Wasze zdanie na temat rodzicielstwa w Berlinie (i w wielkim mieście w ogóle)!

2 komentarze

  1. Hej, jestem mamą dwójki maluchów, mieszkam w Berlinie od 2012 roku. Bardzo zaciekawił mnie Twój post i spostrzeżenia i szczerze zazdroszczę, że udało Ci się zachować tę "socjalno-imprezową" cząstkę siebie. Nie mamy rodziny w Berlinie (dużo bym dała za siostrę ;) ), ratuję się od czasu do czasu nianią, ale po to, by móc z mężem chwilę spokojnie porozmawiać, pójść do restauracji czy na spacer, na tańce nie mam po prostu siły. I to mnie zaciekawiło w Twoim poście najbardziej, masz POWERA, żeby w zimie, po całym dniu z dzieckiem iść wieczorem na imprezę? Jak tak, to zazdroszczę! Uwielbiam teatr, kiedyś potrafiłam wychodzić codziennie wieczorem. Teraz moje marzenia ograniczają się do koca, herbaty i książki (broń Boże nie za trudnej, raczej lekkiej). Ale, ale, nie chcę, by to wszystko zabrzmiało zbyt pesymistycznie! Widzę olbrzymią różnicę, między korzystaniem z urlopu macierzyńskiego przy pierwszym dziecku (świeża emigrantka, kiepski niemiecki, mało znajomych, dość "trudny" synek), a przy drugim (chodzę na kursy, spotykam się na kawy/lunche, a mała jest z wszystkiego zadowolona). Życzę wszystkiego dobrego, być może kiedyś do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Natalia! Dzięki za komentarz! Na pewno inaczej wygląda to na macierzyńskim, inaczej w codzienności, biegając między pracą, przedszkolem, a kursami dla dzieci i ewentualnie swoimi...to jeszcze przede mną! Jednak już wiem, że będę starała się w tej nowej rzeczywistości zachować coś dla siebie, a wyjście do klubu od czasu do czasu do tego należy. Nie uważam, że to coś złego, raczej przywilej współczesnej kobiety. Polecam wyjścia do klubów w ciągu dnia — w Berlinie na szczęście można! ;) Wieczorem chyba też bym nie dała rady!
      Pozdrawiam!

      Usuń

© BERLINSKO. Obsługiwane przez usługę Blogger.

DŹWIĘKI Z BERLINA

BERLINSKO | Polski blog z BerlinaCREATED BY ThemeShine