Obsługiwane przez usługę Blogger.

Kluby techno & house w Berlinie

Zdjęcie: Nette Ey

Berlin to światowa stolica techno, a lokalna scena klubowa jest w orbicie zainteresowań nie tylko mieszkańców miasta, ale i turystów. Imprezy w Berlinie w większości klubów wyglądają zupełnie inaczej niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni w Polsce  – zwykle zaczynają się w piątek wieczorem i trwają do poniedziałku (non-stop).  Wielu turystów planując weekend w Berlinie, pomija atrakcje turystyczne, a zamiast tego spogląda na line-upy popularnych klubów i dostosowuje plan wyjazdu do tego, kto i gdzie akurat będzie grał. Więcej o przyjeżdzających do Berlina technoturystach i ich wpływie na rozwój miasta możecie przeczytać w świetnej książce Tobiasa Rappa pt. Zagubieni w dźwięku. Berlin, techno i technoturyści (*wiele opisywanych w książce klubów i miejsc już niestety nie istnieje; polecam czytać w oryginalne, bo polskie tłumaczenie jest słabe). W tym poście znajdziecie listę najciekawszych moim zdaniem klubów w Berlinie --> przewodnik po berlińskich klubach.
*Celowo nie zamieszczam żadnych zdjęć w poście (oprócz powyższego, wykonanego przez moją znajomą), respektując politykę berlińskich klubów, w których obowiązuje zakaz robienia zdjęć.

Ten kultowy klub musiał się znaleźć u mnie na pierwszym miejscu listy. Nie dlatego, że szaleję za jego mrocznym klimatem i dziwactwami, ale dlatego, że to punkt obowiązkowy dla wszystkich, którzy chcą prawdziwie doświadczyć berlińskich imprez. Bez wizyty w Berghain, nie da się w pełni zasmakować klimatu Berlina. Berghain gwarantuje niezapomniane wrażenia muzyczne (najlepsze techno line-up, światowej sławy DJe) zmysłowe i wizualne (oryginalnie, klub wywodzi się ze środowisk gejowskich i do dziś geje są dominującą klientelą klubu, stąd wewnątrz panuje bardzo swobodna – również seksualnie – atmosfera; minimalistyczne wnętrze i oświetlenie wpływają na specyficzną atmosferę w środku). Ponadto, przeżyciem dla wielu może być samo stanie godzinami w kolejce i niecierpliwe wyczekiwanie, czy wejdzie się do środka. A to zawsze jest loterią i nie ma żadnej sprawdzonej zasady na to, jak wejść do Berghain. Owiany sławą bramkarz Sven Marquardt robi selekcję, przed którą wielu drży i gorączkowo próbuje się na nią przygotować odpowiednio dobierając outfit na imprezę. Z doświadczenia mogę doradzić: im mniej stresu, tym lepiej. Wprawieni bramkarze w sekundzie są w stanie odróżnić desperację od prawdziwej chęci zabawy (także zgodnej z niepisanymi zasadami panującymi w środku). Warto też się przygotować na ewentualne przepytywanki o to, kto i gdzie gra (w piątek otwarty jest tylko Panorama Bar, a od soboty również właściwy Berghain). 
W książce, którą ostatnio przeczytałam - Mur. 12 kawałków o Berlinie (pod redakcją Agnieszki Wójcińskiej, z fotografiami Filipa Springera; Wydawnictwo Czarne), w reportażu Kaji Puto i Ziemowita Szczerka pt. Iś bin ajn Berliner tak oto jest opisany Berghain: 

Świątynia
(...) Dochodzi czwarta nad mroźnym ranem. Pogięte, pokryte szronem barierki ograniczają friczy tłum przed socrealistycznym gmaszyskiem dawnej elektrowni. Berghain - do którego dojeżdża kolejka - to jeden z najważniejszych klubów Berlina, inkarnacja legendarnego Ostgut. Zamknięty w 2003 roku Ostgut mieścił się na równie undergroundowym terenie opuszczonych, poenerdowskich magazynów kolejowych. Był mekką środowisk LGBT, wszelkiej maści fetyszystów i dziwaków; zaglądali tam też turyści spragnieni resztek świata zza żelaznej kurtyny. Berlin lat dziewiędziesiątych był brzydki i brudny, >biedny, ale seksowny<, jak mawiał były burmistrz Klaus Wowereit. Ale że przywiezione z zachodnich Niemiec kapitał i budowlane żurawie pracowały bez ustanku, hasło Wowereita z biegiem lat stało się turystycznym sloganem, a klub Berghain - symbolem światowej technoturystyki."

To, co się dzieje w kolejce przed Berghain najlepiej chyba obrazuje gif iHeartBerlin.

Najlepszy klub na lato, z dużą przestrzenią open-air. O ile może line-upy nie zachwycają tak jak w przypadku Berghain, to jednak muzycznie też jest dobrze. Przede wszystkim jednak, to co cenię w Sisyphos to przyjazna atmosfera, bez nadęcia i sztuczności. Nie ma tu zasad o tym, jak trzeba wyglądać, żeby wejść do środka, nie ma paniki w kolejce i pozerstwa. Wyjście do Sisyphos latem gwarantuje świetną zabawę. Zimą bywa tak, że klub świeci pustkami. Dance floory i bary nie są połączone zadaszonymi i ocieplanymi korytarzami, zatem niewielu jest chętnych przeskakiwać z miejsca na miejsce w lżejszych ubraniach, bądź cały czas ściągać i zakładać kurtki. Natomiast, w ciepłe dni i noce, wspaniale jest posiedzieć przy stawie (z różnych względów nie radzę jednak się w nim pluskać, jak czynią to niekórzy), pobujać się do muzyki (latem do dyspozycji są aż 4 przestrzenie taneczne w różnych klimatach muzycznych: techno, house, deep house i sporadycznie też inne), porozmawiać z ludźmi. Czasem można się załapać na całkiem spektakularny pokaz ogni na zewnątrz. Po szalonej nocy w Sisyphos, latem polecam także spacer wzdłuż Rummelsburger Ufer.

Heideglühen
Miejsce bardzo na uboczu, a jednak ostatnio coraz bardziej tłoczne (za to niemal całkowicie nie-turystyczne). Heideglühen zyskuje popularność, ale na razie wśród wąskiego grona lokalnych bywalców. Właściwie Heideglühen to nie klub, a impreza odbywająca się co 2-tygodnie w tym samym miejscu, na Moabit. Od mojej pierwszej wizyty w Heideglühen uznałam, że to bezkonkurencyjnie moje ulubione miejsce imprezowe w Berlinie – kolorowe, szalone, przyjazne. Zwykle funkcjonuje jeden główny dance floor, z wielkim żyrandolem kołyszącym się nad roztańczonym tłumem. Od czasu do czasu otwierany jest też drugi – głównie latem. W Heideglühen grają stali rezydenci (np. Woody), bądź zapraszani są goście. Jest głównie funkowo i housowo. W Heideglühen ważna jest warstwa socjalna i to ona czyni to miejsce tak wyjątkowym. 

Dość świeży (oficjalne otwarcie miało miejsce na początku 2015r.), alternatywny, hipisowski w klimacie i mało znany turystom klub. Wejście do środka raczej jest bezproblemowe, chociaż bywa, że trzeba przed selekcją ustawić się w kolejce. Bramkarze, jak i obsługa klubu są bardzo sympatyczni, w przeciwieństwie do tego, co funkcjonuje jako berliński standard. Mensch Meier to chaos wciąż nieuporządkowany. Nie wszystkie imprezy w tym zabawnym klubie są dobre, ale zdarzają się naprawdę niezłe (np. zeszłoroczna z RSS Disco w roli głównej)! Dużym plusem jest zróżnicowanie programowe – czasem jest hip-hopowo, innym razem deep housowo, czy funkowo. Oczywiście jest i sala techno. Mensch Meier nie walczy zawzięcie o swoją pozycją na berlińskiej scenie klubowej, a raczej planuje wszystko na spokojnie i w swoim tempie. Klub boryka się niestety z problemami biurokratycznymi (jedna z imprez na której byłam zakończyła się nagle przyjazdem policji). 


://about blank
Dla wielu, ten położony przy Ostkreuz klub stoi na drugim miejscu klubowej listy Berlina, zaraz po Berghain. Sama lokalizacja czyni go często opcją awaryjną w przypadku, jeśli wejście do świątyni berlińskiego hedonizmu nie zakończy się powodzeniem. Programowo klub stoi całkiem nieźle, oferując imprezowiczom dość szerokie spektrum gatunków techno i house, na dwóch głównych parkietach, a latem także w ogródku. Na uwagę zasługują szczególnie dwie imprezy cykliczne organizowane przez ://about blank: Homopatik (współorganizowanych przez m.in. znanego włoskiego DJa, na stałe mieszkającego w Berlinie - Mr. Ties) i Staub (w założeniu pozbawione line-upów imprezy techno).


Kater Blau
Następca Kater Holzig, który z kolei powstał na pocieszenie po zamknięciu kultowego Bar 25, funkcjonującego w Berlinie w latach 2004-2010 (o historii, znaczeniu i spektakularnym zamknięciu klubu opowiada film Bar 25 - Tage ausserhalb der Zeit -> zwiastun). Jasne, konkurowanie z oryginałem nie ma sensu, ale sama lokalizacja ma dla wielu sentymentalne znaczenie (przy Holzmarktstraße, z widokiem na Szprewę). W historii miejsca jest sporo magiczności i z pewnością to ona, wraz z centralnym usytuowaniem, programem muzycznym i innymi czynnikami decydują o tym, że do klubu ustawiają się zwykle ogromne kolejki. Latem, gdy zaczyna wschodzić słońce, do wyboru dla wszystkich przebywających w zewnętrznej stronie klubu są dwa całkiem niezłe widoki: rzeka lub przejeżdżające S-bahny z wieżą telewizyjną w tle.


Griessmühle
Klub na Neukölln, którego ogromnym atutem jest lokalizacja: nad kanałem, wzdłuż torów kolejowych berlińskiego ringu. Oprócz imprez, w klubie odbywają się także pokazy filmów (latem - open-air, w chłodniejsze dni - w zaaranżowanej sali filmowej w środku). Letnia część klubu to prawdziwy plac zabaw: z huśtawkami, opuszczonymi sprzętami, domkami na drzewie i innymi. Ponadto, na zewnątrz znajduje się bar i jeden z parkietów (pozostałe dwa dance floory są w środku). Potencjał klubu cały czas pozostaje niewykorzystany w pełni, ale plotki głoszą, że to się niedługo zmieni :) Jak na razie jest jeszcze mało turystów, kolejki są do zniesienia, a imprezy w środku całkiem niezłe. 

Brak komentarzy